Wine – naprawdę mocny punkt.
Przez pół dnia próbowałem uruchomić Linuksiany emulator Windowsa Wine, bo chciałem zobaczyć, czy uda się poinstalować to i owo. Próbowałem instalować, wywoływać z konsoli – nic. Nie potrafiłem tego uruchomić. Już, już miałem pisać o tym na forum Ubuntu.pl gdy mnie olśniło. Postanowiłem sprawdzić, jak zadziała najprostsze rozwiązanie. I to było to!
Skopiowałem po prostu katalog z Total Commanderem do folderu /home, otworzyłem go Nautyliusem (to ten pedalski okienkowy expolorator Linuxa) i kliknąłem prawym klawiszem na pliku “TOTALCMD”. Potem wystarczyło wybrać pierwsze z góry polecenie: “Otwórz za pomocą Wine WIndows Emulator”.
Wine otwiera TotalCommander bez zająknięcia – trzeba tylko uważać, bo ekran z trzema klawiszami do wyboru pokazuje się pod spodem i w pierwszej chwili go nie widać, a program sprawia wrażenie nieaktywnego.
Potem zrobiłem krok naprzód i spróbowałem uruchomić Dreamweaver 8. Prosto z pliku instalacyjnego. Instalacja przebiegła bez problemów, ale pierwsze uruchomienie się nie pwiodło. Widziałem w Monitrze Systemu, że jeszcze otwarty jest Macromedia install i dreamweaver. Zamknąłem te dwa procesy, zrestartowałem system i już bez problemu uruchomiłem mój ulubiony edytor www. Udało mi się nawet założyć Site dla jednej, bardzo prostej stronki, ale nie mogłem już zrobić nic więcej – Dreamweaver znikł z pulpitu “jak sen jaki złoty”. Świadczy to o tym, że na wyjątkowo stabilną pracę liczyć nie można, ale przy ponownym uruchomieniu już nie było takich niespodzianek.
Sposób w jaki działa Wine w wersji 0.9.37 (taki mam w swoim Ubuntu) bardzo mi się podoba. To znakomite rozwiązanie i doskonały pomysł – gdy ktoś ma wątpliwości co do nowego systemu, bo coś tam nie chodzi – można spróbować z Wine.
Tagi dla tego wpisu: Ubuntu, windows emulator, wine


