Praca z Ubuntu
Dzisiaj znów dwa słowa o Ubuntu na moim laptopie FSC Amilo 1818.
Odpalam komputer pracujący na baterii, cisza. Uruchamiam przeglądarkę, cisza. Wchodzę na jedno forum, na drugie, nadal cisza. Otwieram panel administracyjny jednego z systemów wymiany linków i sprawdzam stan punktów – ciągle cisza! Rewelacja – o takim właśnie komputerze zawsze marzyłem.
Pobrałem plik *zip z plikami instalacyjnymi systemu, by dołożyć kolejną stronę do systemu. I tutaj zaczynają się nie schody, ale przeszkody:
Gnome Commander nie potrafi rozpakować plików z zipa. Trudno. Po wciśnięciu Enter pokazuje się okienko Nautiliusa (czyli exploratora Linuksa Ubuntu) z pytaniem gdzie rozpakować. Proste – wskazałem, rozpakował.
GnomeCommander ładuje rozpakowane pliki na serwer przez FTP, ale już zmienić CHMODa dla katalogu nie mogę. Zmieniam w nim (GC) właściciela na Adm – dalej nie może. Bez zmiany uprawnień dla katalogu nie uruchomię systemu na stronie. Co teraz?
Parę dni temu ściągnąłem „graficznego” kienta FTP dla Ubuntu – Kasablanca. Fakt, działa, można spokojnie dodać listę ulubionych serwerów FTP. Interfejs graficzny przaśny,ale przejżysty – dwa okienka i podgląd plików. Żeby przeskoczyć z okienka do okienka trzeba klikać w nie myszką. Nie ma mowy, by cokolwiek zadziałało z klawiatury. Ludzie! Nie róbcie z nas pederastów! Rozumiem: graficzny interfejs, ale przyjmijmy, że ktoś, kto używa jakiegokolwiek Linuksa, potrafi się posługiwać klawiaturą. Zresztą, nie ma co bić piany. W testach najlepszego klienta FTP dla Ubuntu wygrała aplikacja Windowsowa. I straszno, i śmieszno – jak mawiają Rosjanie.
Ściągnąłem Operę – fraszka. Samo się ściąga i instaluje. Tyle, że po angielsku. Myślę, niech przemówi po polsku. Odszukałem odpowiednie opcje, ściągnąłem plik języka i próbuję go przekopiować do konkretnego katalogu. A figa! Nie masz praw, by skopiować tutaj ten plik! Trzy dni trwało, zanim mi kolega powiedział – trzeba odpalić konsolę, zalogować się jako Root i odpalić MC. Wtedy będiesz mógł skopiować plik języka do katalogu Opery. W Ubuntu jest to proste – odpalasz Konsolę (to się niedługo będzie pewnie Okno DOS nazywało) i wpisujesz: sudo mc
Uruchamia się znany z Windows 3.11 Midnight Commander i faktycznie, przekopiowałem plik *.lng do katalogu z językami Opery. Opera przemówiła prawie po polsku. Prawie, bo zamist literki „ż” w menu mam kwadraciki, ale za to działa sprawniej niż Firefox. Niestety, do Opery nie ma fajnych pluginów, czy też widżetów SEO, więc nie jest dla mnie użyteczna.
Przerzuciłem się do Windows Vio, czy tam Wiśta. Przywitał mnie raźny szum wentylatora. Trudno. I teraz zrowu się włączył – napisanie bowiem tych kilku zdań pod tym, mającym jakże skromne wymagania przecież systemem, jest ponad siły spokojnej pracy.
Wychodzi na to, że pod Windowsem pracuje mi się szybciej i wydajniej. DO zrobienia szeregu operacji używam jednej aplikacji. Aplikacja ta ma zdecydowanie Uniksowe korzenie. Dlaczego Uniks odszedł z tej drogi? Nie mam pojęcia, ale powtórzę jeszcze raz – w tym bezmyślnym gonieniu za stylem windozianym kryje się śmiertelna pułapka.
Znów mi się włączył wentylator. Pod Ubuntu włącza sie może 4 x na godzinę, pod Vista włącza sie co 4 minuty.
Zapewne brak mi wiedzy a i chęci do jej poszerzania, by pracować wydajnie pod Ubuntu. No i dalej nie umiem uruchomić Wi-Fi w moim Amilo 1818, choć już mam pewne tropy. Ale to może innym razem.
Tagi dla tego wpisu: ftp, Ubuntu


