Drobiazgi pod Ubuntu: torrent i komunikator

Warto wspomnieć o maleńkich programach, mało spektakularnych, ale bez których internet robi się trochę szary: komunikatory i p2p.

Z ciekawości zainstalowałem program P2P, klieta torrenta KTorrent. Z tego co się zorientowałem, KTorrent jest pomyślany pod KDE a nie Gnome i trzeba było dociągnoć wiele plików, ale przy 5Mb łączu mało mi to teraz przeszkadza. KTorrent działa bardzo fajnie, ciągnie tak, jak łącze pozwala i tylko raz mi się zbiesił. Ściągnął, co miał ściągnąć, i wydawało mi się, że go zamknąłem. Pół godziny potem próbowałem go normalnie uruchomić, ale już nie mogłem. Zamknąłem proces i problem zniknął – KTorrent ściągnął mi kolejny plik z sieci. Fajny, miły programik, choć nie mam wersji polskiej. A w sieci widziałem głosy, że windowsowy µTorrent radzi sobie znakomicie uruchomiony z Wine, byle go do Traya nie minimalizować.

Kolejny przyjemny programik jaki wczoraj uruchomiłem, a dzisiaj towarzyszył mi przez cały czas, to komunikator PidGin. Ja używam go jako linuksowego GaduGadu, ale ten program ma znacznie więcej możliwości – obsługuje ICQ, i jeszcze chyba cztery inne protokoły o jakich nigdy nie słyszałem.

Konfiguracji w Pidginie nie ma zbyt wiele – aż się dziwnie robi. Jak ma działać, bez kwadransa klikania? Ale działa doskonale. Odbiera i wysyła komunikaty GG, a gdy wyłączyłem na noc maszynkę, dzisiaj dostałem odpowiedzi na wczorajsze pytanie od kolegi. Jak w GG, tylko żadnych reklam nie ma. I to dopiero jest dziwne. Trochę problemu sprawiło mi odszukanie znajomych, ale poradziłem sobie – kogoś znalazłem, część dodałem ręcznie i wszystko gra.

I, rzecz jasna – pod Ubuntu wszystkie te aplikacje pracują sobie jednocześnie nie wchodząc sobie w drogę. Windows Vista tego nie potrafi – potrafi mi za to powiesić DreamWeavera gdy zapomnę wyłączyć GaduGadu.

Komentarze