Archive forAmilo 1818

Vista SP1 vs Vindows 7 – tylko mała zajawka

Pamiętacie wpis, w którym sugerowałem, że SP1 do Visty nie przyniesie nic dobrego? Jeśli nie, to warto go przeczytać, a na deser zobaczyć artykuł gdzie opisują wyniki testów Windows 7 (a przy okazji XP i Vista). Mi najbardziej podobało się to zdanie:

Przy okazji wyszło na to, że Vista z SP1 jest wolniejsza od wersji pierwotnej.

Zaczekam zatem na Windows 7 bo podobno będzie miał zdecydowanie mniejsze wymagania sprzętowe. Pytanie za 100 punktów: dlaczego Vista ma takie potworne wymagania? By wymusić wymianę komputerów i przesiąść się na wielordzeniowe procesory. Nie widzę innego rozwiązania.

Komentarze

Dreamlinux 3.5 RC4 na Amilo Li 1818

dreamlinux 3.5

W Linuksie zasmakowałem na tyle, że z ciekawością przyglądam się różnym wydaniom mającym służyć takim ludziom jak ja – nie wymagających od Linuksa błyskawicznego dostępu do linii komend i powłoki, tylko zwykłej podkładki do otwierania roboczych programów. Taka podstawa (czyli system), teoretycznie mogła by być, czy nawet powinna być kompletnie przeźroczysta; nie narzucać się z niczym, pozwolić tylko na szybki dostęp do pożądanych w danej chwili programów, aplikacjom tym zapewnić stabilną podstawę do pracy i być, ogólnie rzecz biorąc – bezpiecznym.

Nie jest taki Windows Vista, nie jest taki Mac OS i nie jest taki Ubuntu. I choć ten ostatni jest najbliższy mojemu ideałowi (przeźroczysty, niewidoczny system pozwalający na stabilną pracę), to ideałem w żadnym razie nie jest. W żadnym razie. Dlatego, gdy na dobreprogramy.pl przeczytałem newsa o nowym wydaniu przyjaznego dla zwykłego Usera systemu Dreamlinux, postanowiłem go zobaczyć. Nastawiłem obraz ISO z systemem (ściągał się wyjątkowo długo – nowe Ubuntu mam po kwadransie, a tutaj trwało to chyba trzy godziny), ściągnąłem i uruchomiłem w wersji Live.

__(‘Zobacz caly wpis »’)

Komentarze

Wymiana układu chłodzenia.

Pisałem już, że jednak zdecydowałem się na ten ryzykowny krok i oddałem swój laptop Amilo LI 1818 do serwisu. Po lekturze forum na Karen.com.pl byłem do tego bardzo źle nastawiony, jednak zaryzykowałem…

Mój komputer wrócił z serwisu już po tygodniu. Byłem zdumiony. Pojechałem do salonu Karen sprawdzić i odebrać sprzęt. Uruchomiłem komputer, odpaliłem jakiś kawałek w mp3 na WinAmpie i sprawdziłem  – grały obydwa głośniki. Jest dobrze.

Ale czekała mnie też miła niespodzianka – oprócz lewego głośnika, wymieniono mi też układ chłodzenia notebooka. Fakt, że wyraźnie wspominałem o tym, że bardzo huczy i jest głośny, ale, nie ukrywam, nie liczyłem na nic. Przecież już raz w tym samym Karen byłem – dwa dni po tym, gdy kupiłem komputer. I co się okazało? Że Karen z Lublina sprzedał mi zepsuty komputer! Przez ponad 10 miesięcy musiałem się użerać z wyjącym co chwilkę wentylatorem, przekonany, że to po prostu taki gówniany model.

Po powrocie z serwisu mój komputer pokazuje inną, zdecydowanie bardziej przyjazną twarz – owszem, wentylator dalej włącza się dosyć często (w porównaniu z Dell‘em bez przerwy), ale po kilku sekundowych zrywach przerzuca się na wolne obroty – a tych prawie nie słychać. Ot, tyle co wiatr za oknem. Wcześniej, przed wizytą w serwisie, ten “jałowy” bieg był bardzo słyszalny i bardzo mi przeszkadzał. Teraz, zaryzykuję stwierdzenie – jestem nawet zadowolony z tego jak pracuje FSC Amilo Li 1818. Nie hałasuje zbyt wiele.

Komentarze (1)

Lewy głośnik padł. Zupełnie jak Janek Wiśniewski.

Wczoraj zwróciłem uwagę na to, że dziwnie pogrywa mój laptop. Przyjrzałem się dokładniej i okazało się, że lewy głośnik przestał odpowiadać – gra tylko prawy. No, jak na dziesięć miesięcy (gdy posiadam Amilo Li 1818), to solidność niemieckiej technologii mnie przybija. Co za szajs…

Pierwsze, co przychodzi na myśl – to serwis. Ale jak przypomnę sobie, co piszą o serwise Karen Notebook na ich forum, to mnie zimny pot oblewa. Na moje pytanie o Vista w Amilo Li1818 nikt nie odpowiedział od marca. Być może piszą tam tylko frustraci, ale mi też już niewiele brak – kupiłem komputer za prawie 4K PLN i okazał się takim niewypałem! Ech, czemu nie kupiłem Asusa, jak doradzał mi kolega?

Wiadomo, że nie dadzą mi komputera zamiennego – choć skoro są tak pewni swego i dają gwarancję, dlaczego by nie? Na czym mam pracować, gdy mój komputer będzie olewany w serwisie?

Komentarze (3)

Vista SP1 – mam. I działa.

Przyznam, że instalując SP1 do Visty nie liczyłem absolutnie na to, że poprawi on cokolwiek w działaniu systemu. Wręcz odwrotnie – liczyłem na to, że będę miał znakomity powód do polewki i pisaniny. A tu klapa. Fakt, że życie przerosło dowcipy:

adam: Mam ServicePack do Visty. 160 MB.
pumba: I co on robi?
adam: Trzy i pół godziny się instaluje…

to cytat z JoeMonster z działu “krótki Jokes”. Okazało się, że SP1 do Windows Vista, który można pobrać tutaj, waży znacznie więcej – dokładnie 570.7 Mb, ale instalował się krócej niż w kawale – faktycznie ok. półtorej godziny. Nie wiem tego dokładnie, bo nastawiłem i poszedłem spać. Tyle, że zanim usnąłem słyszałem jeszcze dwa restarty mojego laptopa.

Wracając do rzeczy – rano komputer normalnie działał – co było niepokojące. Działała przeglądarka, działała poczta – kuźwa, nic się nie przytrafiło. Postanowiłem sprawdzić, jak ma się moja główna bolączka – transfer dużych plików z laptopa z Vista na peceta z W2K.

I tutaj pierwsze zaskoczenie – to zaczęło działać mniej więcej tak, jak powinno. To znaczy – udało mi się załadować film z laptopa na drugi komputer w czasie 5 minut i 33 sekund – zamiast (dla przypomnienia) ponad 12 (dwunastu) jak poprzednio. To duży krok naprzód dla systemu Vista! Być może, jeszcze rok, jeszcze jeden service pack i zacznie działać tak, jak Windows XP?

Zrobiłem też sobie ponownie sprawdzanie wydajności komputera pod kątem systemu. O ile wcześniej grafika dla interfejsu Aero dostała tylko 3.2 punkta, po instalacji SP1 (ponad pół gigowa paczka przygotowywana przez rok czasu) wynosi – uwaga – 3.3 punktów! To niebywałe osiągnięcie inżynierów Microsoftu powinno być opiewane tak, jak powrót Odyseusza do Itaki; Wszyscy powinniśmy o tym opowiadać przy piwie przez najbliższe 3K lat.

Komentarze

Kupiłem myszkę i jest mi z nią dobrze.

Wiele razy wspominałem, że projektant puszki do notebooka Amilo Li1818 powinien dostać po głowie za bezmyślny projekt. Choćby za to, że gniazda USB (wszystkie trzy) są w takich miejscach, gdzie non stop się o nie zawadza. Myszka Kingston’a jaką kupiłem w KrenNotebook wraz z laptopem miała klasyczny, długi wtyk z odbiornikiem. Wygiąłem go tak, że końcówką dotykał stołu na którym stoi komputer. Ale wtyk od myszki, nawet takiej za stówkę, to mały problem – problemem jest gniazdo w komputerze, który kosztował tych stówek kilkanaście.

W końcu, po dziesięciu miesiącach poszedłem po rozum do głowy i kupiłem myszkę Logitech Nano Laser.

Laser jak to laser – być może jest precyzyjniejszy. Tymczasem nie czuję różnicy. Myszka jest bardzo lekka i doskonale leży w dłoni. Dwa główne klawisz, kółko pomiędzy nimi i dwa mini klawisze do obsługi przeglądarki (wstecz i do przodu) na skraju lewego przycisku. Bardzo ładnie to wszystko wygląda i bardzo wygodnie się tą myszką klika. Choć – przyznam się – prawy klawisz jest mniej wygodny niż w myszce Kingston – palec spada mi na rant obudowy, i zamiast intuicyjnie klikać, muszę się poprawiać. Być może się przyzwyczaję.

Co zaskakuje, to naprawdę mały odbiornik/wtyk do laptopa! Po wetknięciu go w slot USB wystaje ok, 5mm. Ładnie wygląda i nie przeszkadza w pracy. Rewelacja. Szkoda, że zapłaciłem 260 zł w MediaMarkt, zamiast 22o w internetowym sklepie z komputerami. Cóż, jak się jest idiotą, to wiadomo gdzie się idzie…

I jeszcze dwa słowa na temat opakowania – bo trzeba o tym wspomnieć. W pudełku myszki VX Nano Laser Cordless Mouse prócz ulotki w czternastu językach (nie ma słowa po polsku), znalazłem płytę ze sterownikami (nie otwierałem), bardzo fajny kondonik ma myszkę, kabelek z wtykiem USB – gdyby zamarzyło mi się podłączenie tej myszy do stacjonarnego PC pod stołem, dwie baterie alkaliczne AAA marki Duracel i sama myszka z mikro odbiornikiem. Tak starannie wyposażonego i zapakowanego gryzonia jeszcze w życiu nie widziałem. Brawo dla Logitecha!

Komentarze

Mam chcicę na nową myszkę.

Logitech Cordless Laser NanoWraz ze swoim laptopem Amilo Li 1818 kupiłem sobie myszkę Kensington Ci65M. Wszystko jest w niej fajne. Wszystko, prócz jednego drobiazgu – wtyk USB jest “standardowy”, to znaczy długi. A, jak już wspominałem – Amilo Li 1818 projektował ktoś, kto nie siedział chyba nigdy przy laptopie; Chodzi o to, że wejścia na USB są dokładnie tam, gdzie zwykle stawiam łokieć lub dłoń. W efekcie wtyk USB mojej myszy jest od dawna wygięty – swobodnie dotyka blatu stołu. Myszka działa doskonale – bez wątpienia najlepszy gryzoń jakiego miałem okazję dotykać, ale wypatrzyłem coś innego. Myszka Logitech Nano Laser – pomijając laser (podobno rewelacja), to bajer tej myszki polega na bardzo krótkim (około 5 mm) odbiorniku na USB. Coś takiego wsadzasz, i zapominasz że tam siedzi. Kosztuje trochę, niestety, ale jak mówią: za komfort się płaci.

Korci mnie niezmiernie do tej myszki. Nie miałem okazji jeszcze jej pomacać, ale kto wie – może już niebawem?

Komentarze

Amilo Li 1818, Ubuntu i WiFi – da się!

Udało mi się uruchomić połączenie przez WiFi. Co prawda, “udało mi się” to nadużycie słowne, ponieważ robiłem tylko to, co mi polecono. Ale grunt, że WiFi w Amilo Li 1818 da radę uruchomić pod Linuksem Ubuntu. Jak się za to zabrać? Polecam przejżeć ten wątek: WiFi na Amilo Li 1818. Forum Ubuntu.pl jest pełne miłych i gotowych do pomocy ludzi – i chwała im za to!

Komentarze (3)

« Poprzedni wpis