Ubuntu – przez cały dzień
Mija mój pierwszy dzień, gdy nie otworzyłem komputera pod Windows. Od rana pracuję na Ubuntu i prawdę mówiąc, nadal mam się świetnie.
Nie był to jakiś inny dzień, wręcz przeciwnie – dzień jak co dzień. Doglądanie moich stron, instalacja systemu wymiany linków na jednej czy dwóch stronach, usunięcie systemu linków z jednej czy dwóch stron, wysyłanie i odbieranie poczty e-mail. O, i jeszcze aktywacja usługi pt: „lepsze numery” przez stronę orange.pl. Dodatkowo, przez cały dzień słucham radia przez internet.
Śmiało mogę powiedzieć, że da się to wszystko zrobić przy podobnym komforcie pracy jak w windozji. Piszę o „podobnym komforcie”, bo z jednej strony nie miałem żadnych zwisów i przymrożeń aplikacji, co zdarza mi się w Windows Vista wiele razy każdego dnia, a z drugiej strony brak mi Total Commandera który pozwala mi na swobodne poruszanie się po dyskach i katalogach. A poruszam się dużo.
By zainstalować system wymiany linków typu Linkorn trzeba wykonać następujące czynności:
- Wchodzimy na stronę systemu i logujemy się. Pobieramy paczkę *.zip z niezbędnymi plikami i fragment kodu, jaki wkleję na swoją stronę;
- Rozpakowujemy paczkę, i ładujemy przez FTP na serwer, gdzie mamy stronę;
- Zmieniamy CHMOD katalogu Orn2 i Data na 777;
- Dodajemy dwa wiersze do pliku robots.txt;
- Wklejamy na naszą stronę fragment kodu odpowiedzialnego za wyświetlanie linków.
Piszę o tym tak szczegółowo nie bez powodu – pod windozją potrzebuję do tego Firefoksa, Total Commandera, Notatnika (używam Notepad++) i może trzech minut.
W środowisku Linuksianym, pod Ubuntu które, powiedzmy sobie wprost jest mi kompletnie obce, bo zaglądam tutaj na trochę od raptem miesiąca czy dwóch zajmuje mi to znacznie więcej czasu. Przede wszystkim, praca w okienkowym exploratorze Nautilus wytrąca mnie z równowagi i znacznie spowalnia. Klient FTP (gFTP) jakim się posługuję wymaga tylko myszki – nic nie można zrobić tam z klawiatury, a zmiana CHMOD z 755 na 644 wymaga sporo wyobraźni, bo muszę sobie przypominać, jakie są słowne odpowiedniki cyfrowych oznaczeń. Nadgrywanie plików też wymaga dwóch dodatkowych kliknięć myszą, nie można wygodnie wcisnąć W jak w TC.
Rozpakowanie paczki *.zip w Nautilusie nie sprawia żadnego problemu, ale trzeba klikać, i klikać i klikać. Już dawno się od tego odzwyczaiłem – odkąd pojawiła się wersja 3.53 wtedy jeszcze Windows Commandera.
Jedna rzecz podoba mi się w Ubuntu bardzo – edytor tekstowy, Ubuntowy notepad, czyli GEdit. Świetny program! Najlepszy notatnik z jakim pracowałem, bo pomijając to wszystko, co ma Notepad++, czyli zakładki, podświetlanie składni, numerowanie i zawijanie wierszy – potrafi kodować w ISO-8859-2 i UTF-8. Jest to rzecz niesamowicie przydatna, bo bardzo często pod windowsem robię coś w Notepad++, a potem muszę tam stworzone dokumenty przekodowywać w Gżegżółce, bo na stronie mam krzaczki zamiast polskich znaków. Gżegżółka to fajny programik, szybki i sprawny, ale jest to kolejna operacja, której podczas pracy z GEditem nie potrzebuję.
Tagi dla tego wpisu: , Ubuntu, vistaPodsumowując: prócz konieczności używania dodatkowego programu jako klienta FTP (powiem wprost – programu słabego), klasyczna, skromna webmasterka jest zupełnie do przyjęcia pod Ubuntu.




Adam W. napisał,
Grudzień 20, 2008 @ 22:21
Naprawdę dobry manager plików: MC. Konsolowy ale naprawdę ci się spodoba. W sam raz do ftp-owania