Archive forMarzec, 2008

Kupiłem myszkę i jest mi z nią dobrze.

Wiele razy wspominałem, że projektant puszki do notebooka Amilo Li1818 powinien dostać po głowie za bezmyślny projekt. Choćby za to, że gniazda USB (wszystkie trzy) są w takich miejscach, gdzie non stop się o nie zawadza. Myszka Kingston’a jaką kupiłem w KrenNotebook wraz z laptopem miała klasyczny, długi wtyk z odbiornikiem. Wygiąłem go tak, że końcówką dotykał stołu na którym stoi komputer. Ale wtyk od myszki, nawet takiej za stówkę, to mały problem – problemem jest gniazdo w komputerze, który kosztował tych stówek kilkanaście.

W końcu, po dziesięciu miesiącach poszedłem po rozum do głowy i kupiłem myszkę Logitech Nano Laser.

Laser jak to laser – być może jest precyzyjniejszy. Tymczasem nie czuję różnicy. Myszka jest bardzo lekka i doskonale leży w dłoni. Dwa główne klawisz, kółko pomiędzy nimi i dwa mini klawisze do obsługi przeglądarki (wstecz i do przodu) na skraju lewego przycisku. Bardzo ładnie to wszystko wygląda i bardzo wygodnie się tą myszką klika. Choć – przyznam się – prawy klawisz jest mniej wygodny niż w myszce Kingston – palec spada mi na rant obudowy, i zamiast intuicyjnie klikać, muszę się poprawiać. Być może się przyzwyczaję.

Co zaskakuje, to naprawdę mały odbiornik/wtyk do laptopa! Po wetknięciu go w slot USB wystaje ok, 5mm. Ładnie wygląda i nie przeszkadza w pracy. Rewelacja. Szkoda, że zapłaciłem 260 zł w MediaMarkt, zamiast 22o w internetowym sklepie z komputerami. Cóż, jak się jest idiotą, to wiadomo gdzie się idzie…

I jeszcze dwa słowa na temat opakowania – bo trzeba o tym wspomnieć. W pudełku myszki VX Nano Laser Cordless Mouse prócz ulotki w czternastu językach (nie ma słowa po polsku), znalazłem płytę ze sterownikami (nie otwierałem), bardzo fajny kondonik ma myszkę, kabelek z wtykiem USB – gdyby zamarzyło mi się podłączenie tej myszy do stacjonarnego PC pod stołem, dwie baterie alkaliczne AAA marki Duracel i sama myszka z mikro odbiornikiem. Tak starannie wyposażonego i zapakowanego gryzonia jeszcze w życiu nie widziałem. Brawo dla Logitecha!

Komentarze

Masz problemy z Windows Vista? Szefowie M$ także ;-)

Newsa przeczytałem na forum Searchengines.pl, gdzie szukałem rozwiązań dotyczących automatycznego startu mojej karty WiFi pod Windows Vista. Jest to krótkie i takie dobre, że i ja zacytuję całość:

Menedżerowie Microsoftu – w tym m.in. jeden z członków rady dyrektorów koncernu – mieli początkowo sporo problemów z systemem Windows Vista (narzekano m.in. na brak sterowników do popularnych urządzeń). Dowiadujemy się tego z e-maili, ujawnionych jako część materiału dowodowego w procesie przeciwko koncernowi z Redmond.
Na problemy uskarżał się m.in. Steven Sinofsky – jeden z wiceprezesów Microsoftu, który po premierze Visty objął stanowisko szefa działu Windows. “Moje domowe urządzenie wielofunkcyjne Brother nie miało odpowiednich sterowników aż do początku lutego [2007 r. - red]. Wygląda na to, że ludzie którzy chcą korzystać z wszystkich funkcji takich urządzeń będą musieli trochę poczekać na odpowiednie sterowniki, bo te wbudowane do Windows nie obsługują wszystkiego. Mogę np. drukować i faksować dokumenty – ale pełna obsługa sieciowa, funkcja skanera czy opcja “print to fax” na razie nie działają” – pisał w e-mailu Sinofsky.
Wiadomość ta jest jedną z setek ujawnionych właśnie przez sędzinę Marshę Pechman w procesie wytoczonym Microsoftowi przez jednego z rozczarowanych klientów (chodzi o pozew o logo Vista Capable – pisaliśmy o nim w tekście “Microsoft: pozew zbiorowy o “Windows Vista Capable”).
Z przedstawionej korespondencji dowiadujemy się m.in., że Microsoft dość zasadniczo zmienił w pewnym momencie kryteria, które miały decydować, czy dany komputer może zostać oznaczony logo Windows Vista Capable. Początkowo zakładano bowiem, że taką nakleję producent komputera będzie mógł umieścić jedynie na komputerze, który będzie obsługiwał sterowniki wideo WDDM
(Windows Display Driver Model). Oznaczałoby to, że logo WVC trafi jedynie na te komputery, które będą w stanie wyświetlić interfejs Aero. Później jednak podjęto decyzję, że obsługa WDDM będzie zalecana – ale nie wymagana.
Ta zmiana została skrytykowana m.in. przez Mike’a Nasha, wiceprezesa działu Windows Product Management – “Kupując taki a nie inny komputer wybrałem notebooka Sony TX770P, ponieważ miał nalepkę z Vistą. Byłem dość rozczarowany, gdy później okazało się, że nie jestem w stanie uruchomić na nim Aero oraz Windows Movie Makera. Mam teraz wartą 2,1 tys. USD maszynę do e-maili” – pisał Nash w e-mailu wysłanym 25 lutego 2007 r.

Komentarze

WiFi. Kuźwa, znowu – ale tym razem pod Windows Vista.

Od pewnego czasu, może jakiś tydzień, połączenie przez WiFi w moim notebooku FSC AMilo sprawia mi problemy. Pojawia się i znika, jak ten murzyn na przejściu dla pieszych. W końcu doszło do tego, że przez pół godziny próbowałem się podłączyć z siecią, i w końcu sięgnąłem po kabelek. Po wetknięciu wtyczki sieci, rzecz jasna, też nie było – bo przecież pod Windows to najlepiej uruchomić ponownie komputer. Uruchomiłem. Zadziałało. Pracowałem tak przez ostatnie trzy dni, ale przecież nie po to mam WiFi i nie po to kupiłem router z WiFi, by łączyć się kablem. To dobre dla stacjonarnych blaszaków, nie dla laptoków, prawda?

W sieci piszą, że WiFi na chipsecie SIS 163u sprawia problemy. Nie jestem sam.

Przyznam, że nie potrafiłem sprecyzować, czy to mój router, taniej marki  Topcom, czy może karta WIFI w laptopie. Podejrzewałem raz jedno a raz drugie urządzenie, a moje rozdrażnienie rosło. Bo przecież pod Ubuntu, choć pisałem jakiś czas temu, że wszystko gra i buczy, to grać i buczeć przestało – Ubuntu 7.10 łączył się z siecią po 10 minut. 15 prób i czasami się udawało.

__(‘Zobacz caly wpis »’)

Komentarze

Ubuntu i partycje Windowsowe

Gdy prawie 10 miesięcy temu postawiłem na moim laptopie Ubuntu obok Windows Vista, to pierwsze ,na co zwróciłem uwagę były dwa paski, jeden na górze drugi na dole i dwie ikony dysków twardych na pulpicie: to były dysk C: z Windows Vista i dysk D: z moimi danymi. Odczyt danych z tych dysków był sprawą bardzo prostą – kliknąłem, i zawartość dysków wyświetlała się w eksploratorze Ubuntu Nautilusie. Gdy zaś uruchomiłem doskonale widoczny w “menu start” programik do zapisu na partycjach Windows (nie pamiętam już jego nazwy), mój Ubuntu Linuks traktował te partycje jak swoje. Z partycji D; korzystałem bardzo często, czy do prób pracy czy do zabawy – choćby słuchania muzyki czy oglądania filmów. Nagle, to wszystko się skończyło. Partycje Windows znikły z pulpitu Ubuntu i w żaden sposób nie potrafiłem ich zamontować ponownie.

Dlaczego te partycje znikły, kiedy dokładnie to się stało – nie pamiętam. Przyznaję, że na Ubuntu, z racji problemów z moją kartą WiFi, przełączałem się coraz rzadziej.  Być może sprawcą była jakaś aktualizacja Windows, a może aktualizacja Ubuntu? Nie wiem.

__(‘Zobacz caly wpis »’)

Komentarze